Niepewność na rynku nieruchomości
Zawirowania na rynku nieruchomości, horrendalne ceny mieszkań i drożejące domy oraz działki budowlane mogą niejednego przyprawić o ból głowy.
Potencjalny nabywca nieruchomości musi się nie tylko dobrze zastanowić, czy warto akurat teraz dokonywać zakupu czy może jednak odwlec go jeszcze w czasie, ale też zdecydować, w co w tym momencie najbardziej opłaca się inwestować.
Decyzja nie jest łatwa. Tym bardziej, że nawet zdania specjalistów branżowych są podzielone. Jedni oceniają, że nadszedł w końcu dobry moment na inwestowanie, bo ceny ustabilizowały się, inni prognozują dalszy ich spadek. W niektórych przypadkach nawet radykalny, gdyż spodziewają się sporych zmian z początkiem nowego roku, kiedy to wejdzie w życie dyrektywa EPBD, a wraz z nią - obowiązkowe dla sprzedawanych czy wynajmowanych mieszkań i budynków- certyfikaty energetyczne. Mogą one znacznie skorygować wygórowane ceny mieszkań, które poddane zostaną charakterystyce energetycznej, a tym samym oszacowana zostanie ich realna wartość.
Do zakupu skłaniają obecnie różne czynniki. Serwis Gazeta przytacza opinię Macieja Dymkowskiego z portalu Tabelaofert na ten temat. Jednym z nich mogą być choćby utrudnienia w uzyskiwaniu kredytów walutowych, jakich należy spodziewać się od 1 lipca br. Kolejnym uwarunkowaniem może być wejście z nowym rokiem 19-proc. podatku od dochodów ze sprzedaży nieruchomości. I wreszcie nie ma nawet żadnej pewności, że nie będzie większego podatku VAT od nieruchomości. Jeszcze kilka miesięcy temu było całkiem realne, iż od 2008 roku wzrośnie z 7 do 22 proc. VAT na wszystkie nowe mieszkania. Co prawda Ministerstwo Transportu i Budownictwa przygotowało projekt, który zakłada, że VAT wzrośnie (z nielicznymi wyjątkami) tylko w przypadku domów jednorodzinnych oraz luksusowych mieszkań powyżej 350 m kw. Wszystko to podtrzymuje pewną nerwowość na rynku.
I choć niektórym wydaje się, że w nieruchomościach nastąpiła lekka stagnacja, to można o niej mówić jedynie poza aglomeracjami miejskimi lub na ich obrzeżach. Natomiast w przypadku atrakcyjnych lokalizacji w mieście, np. w Warszawie w dzielnicach takich, jak Mokotów, Wilanów Ochota, ceny za m2 osiągają pułap nawet kilkunastu tysięcy złotych. Ten optymizm firm deweloperskich łatwo wytłumaczyć, ale trudno zrozumieć. Tym bardziej, że mieszkań w tej chwili już nie brak. Szacuje się nawet, że do obrotu na rynek w ostatnim czasie trafiło dwukrotnie więcej mieszkań niż się sprzedało. Tym bardziej, że zbywać swoje mieszkania zaczęli spekulanci.
W tej sytuacji firmy zaczynają korygować swoje plany sprzedażowe. Rzeczpospolita przywołuje przykłady takich deweloperów. O swoich zamierzeniach poinformował m.in. Dom Development, który sprzeda o 20 procent mniej mieszkań, niż planowano na początku roku, podobna sytuacja dotyczy J.W. Construction. Jednak w przypadku takich gigantów sytuacja nie jest beznadziejna. Gorzej dzieje się w przypadku niewielkich firm. Zmniejszony popyt prowadzi do spadku cen mieszkań, ale może też prowadzić do sytuacji, gdzie bankructwo dewelopera pozostawia klientów z kredytem hipotecznym bez prawa do mieszkania.
Bez względu na podjęte decyzje, należy pamiętać, że obecnie wszystkie transakcje kupna-sprzedaży opiewają na kwoty niższe niż cena wywoławcza. Największe upusty uzyskują nabywcy mieszkań starych, wymagających kosztownych remontów oraz mieszkań o dużych powierzchniach. Warto więc się potargować.
Skomentuj
Komentarze — pokaż wszystkie
Brak komentarzy



